Wiele razy ludzie pytają mnie o to czy metody, które ja stosowałem i stosuję aby mieć czysty od kancerogenów organizm są bezpieczne. Z jednej strony nie dziwię się ale z drugiej czasami nie potrafię tych pytań zrozumieć. Dlaczego taka zmienność? Bo kiedy widzę obrazy takie jak ten, który widzisz poniżej, trudno jest naprawdę zrozumieć, że ludzie albo boją się wypić 1ml aktywnego krzemu albo też zrobić niewielką dziurkę w nodze i przykładać do niej ziarernko cieciorki.

Absolutnie nieinwazyjne sposoby walki z nowotworem są w naszych oczach niebezpieczne i podejrzewamy, że mogą nam zaszkodzić. Jak więc podejść do metod akademickich, które sprawiają, że ludzie wyglądają tak:

Sam miałem okazję przekonać się jak człowiek czuje się kiedy jego organizm wypełniają chemiczne substancje wyniszczające wszystko ale wiem, że dziewczynka, która jest na zdjęciu musiała przejść dużo dużo więcej.

Czy więc metody „leczenia”, które do niczego nie prowadzą i powodują tak wielkie cierpienie mogą być bezpieczniejsze? Jestem w 100% pewny, że w żadnym aspekcie nie można tutaj porównywać chemii z metodą ANI ani z żadną inną, taką jak opracowaną przez doktora Rybczyńskiego czy Gersona. Efekty chemii są często takie jak widać wyżej.

Po co w ogóle to pokazuję? Bo być może dzięki temu coraz więcej ludzi zrozumie, że wszelką chorobę można pokonać a jedyne co potrzebujemy zrobić to pomóc w naturalny sposób samemu sobie i pozostawić resztę organizmowi bo zdolności naszych organizmów są tak ogromne, że potrafimy poradzić sobie dosłownie z każdą chorobą. Bez wyjątku.