Już jakiś czas temu pisałem o GNM(Germańska Nowa Medycyna) i o tym, że wszystkie tzw „choroby” mają swoje wyjaśnienie właśnie dzięki GNM.

Dziś chciałem się podzielić wiadomością, którą otrzymałem kilka dni temu.

Żeby się nie rozpisywać za dużo przedstawię poniżej to co otrzymałem a zdanie na ten temat pozostawię Tobie i będę wdzięczny jeśli każdy kto przeczyta tą informację wpisze swoje przemyślenia w komentarzu 🙂

” * Po pierwsze: ma żadnych „złośliwych“ wirusów. „Instytut Paula Ehrlicha i Pasteura” nie ma na to żadnego dowodu. Na marginesie: to Pasteur „wymyślił” ich istnienie. Tak, tak, wymyślił. Ponieważ w czasie gdy żył, nie znany był jeszcze mikroskop elektronowy i w związku z tym pod mikroskopem optycznym nie było możliwe zaobserwowanie drobnych ustrojów mniejszych od bakterii. Pasteur założył, że żyjątka mniejsze od bakterii istnieją i powodują „choroby”. Kilka lat temu, w oparciu o jego prywatne zapiski, Pasteur został zdemaskowany jako oszust naukowy.

* Po drugie: w naturze nie istnieje nic „złośliwego”! A ponieważ jesteśmy częścią natury, to również w nas nie może być nic „złośliwego”. Ten podział na „dobro/zło” jest zwykłym wymysłem i nieprawdą. Znając GNM możemy to sprawdzić na samym sobie w prosty sposób. Jesteśmy potomkami ludów zamieszkujących Europę, które przyjęły (przy zastosowaniu makabrycznej przemocy) chrześcijaństwo. To w tej religii istnieje pojęcie „pierworodnego grzechu”, do którego podobno doszło, ponieważ Adam ukradł jabłko z zakazanego „drzewa poznania dobra i zła” i namówił Ewę do zjedzenia go. Dlatego od tej pory chrześcijanie są w stanie rozpoznać dobro i zło. I to jest sednem „grzechu pierworodnego”. Z powodu tego „pierworodnego grzechu” chrześcijanie dobrowolnie i chętnie pokutują – On jest też powodem chrztu ich dzieci. Osobliwa rzecz! Na spotkaniach z GNM żaden z uczestników chrześcijan nie był w stanie dać mi przykładu, gdzie w naturze można by wskazać na istnienie „dobra i zła”. Czy jasny dzień jest czymś „dobrym” a ciemna noc czymś „złym”? A prowadzę spotkań wiele. Wręcz przeciwnie: z reguły po zastanowieniu, uczestnicy przyznają:” Rzeczywiście, on ma rację”!

* Po trzecie: nie ma czegoś takiego jak zarażenie się! Nie możemy się od nikogo niczym zarazić. Możemy jedynie w tym samym czasie przeżywać podobne stany, względnie znajdować się w SBS-ie tego samego rodzaju. Mikroby/mikroorganizmy/drobnoustroje tylko towarzyszą SBS-owi i pomagają organizmowi aby faza zdrowienia miała optymalny przebieg i abyśmy po jej zakończeniu wrócili do stanu sprzed DHS-u. A jeszcze dokładniej formułując: drobnoustroje dbają o optymalne zredukowanie niepotrzebnej już tkanki, która narosła w fazie aktywnej, bądź dbają o wypełnienie ubytków powstałych również w aktywności konfliktu (w fazie aktywnej). Ze strony drobnoustrojów nie czyha na nas żadne niebezpieczeństwo. To nie strażak gaszący pożar jest niebezpieczny! On musi tylko w porę zjawić się w miejscu pożaru!

Łatwo można sobie wyobrazić, że w naturze nie ma miejsca, które byłoby „sterylne” (= bez życia). Zawsze żyjemy razem z mikrobami. Odgraniczanie mikrobów i robienie z nich czegoś złego jest absurdem. To niemożliwe, tak samo, jak niemożliwe jest odizolowanie się od innych istot żywych naszej planety.
AIDS, BSE *choroba szalonych krów“, ptasia- i świńska grypa … wszystko to oszustwo!

* Po czwarte: wprawdzie istnieją wysoce trujące substancje – jednakże nie powodują one raka! Jako przykład może posłużyć białaczka, która wbrew twierdzeniu medycyny akademickiej, nie jest wcale żadną oddzielną „chorobą”, którą można „zwalczyć”, co przynajmniej twierdzi panująca medycyna. Białaczka jest zawsze objawem zdrowienia!

Mamy na to łatwe do prześledzenia dowody:

* Pierwszym dowodem jest sama GNM, która do dziś nie została sfalsyfikowana naukowo! Według Hamera białaczka jest symptomem zdrowienia po przebytej anemii (niedokrwistość, która jest również symptomem). My, zwolennicy GNM, mówimy o „szczęściu białaczkowym”, według motta: na szczęście udało mi się już rozwiązać swój konflikt utraty własnej wartości. W innym przypadku aktywność trwałaby dalej, co spowodowałoby nagromadzenie się jeszcze większej masy konfliktowej (większe ubytki w kościach i głębsza anemia).

* Poza tym: u dzieci z Czernobylu, diagnozowano „białaczkę” dopiero po ustaniu radioaktywnego promieniowania (to promieniowanie spowodowało najpierw anemię wskutek zniszczenia tkanki kostnej). Skutki promieniowania można porównać do skutków zatrucia i to nie ma nic wspólnego z „czynnikiem rakotwórczym”. Dopiero po ustaniu działania tego wyniszczającego czynnika, organizm mógł rozpocząć naprawę. Tym biednym dzieciom aplikowano tzw. „terapię systemową” w postaci wysoko dawkowanej chemii a media temu jeszcze przyklaskiwały. Z naszego punktu widzenia jest to czyste szaleństwo. Takiej „terapii” nikt nie może przeżyć!

* Następnym dowodem jest „oświadczenie pacjenta”, które sterowany przez media i wprowadzony w błąd „chory na raka” dobrowolnie podpisuje, akceptując tym samym, że chemia i przede wszystkim radio-„terapia”, może spowodować białaczkę. Nawet w „uznanej” medycynie i w oczach nadskakujących jej polityków, wysokich głów kościoła, czy medialnych guru, podejrzewa się, że chemia jest „rakotwórcza”! Większość lekarzy odmawia zastosowania tego rodzaju terapii na samych sobie, ale na strwożonych paniką przed rakiem pacjentów wywierają nacisk i cieszą się, jak uda im się namówić kolejnego nieświadomego „chorego” do tej śmiercionośnej „terapii”.

* Po piąte: nie ma również czegoś takiego jak „przerzuty”! Te domniemane „wędrujące” po całym ciele komórki, po prostu nie istnieją. Każdy „przerzut” jest niczym innym jak symptomem kolejnego konfliktu biologicznego z odpowiednim Ogniskiem Hamera w mózgu. I to jesteśmy w stanie udowodnić. W ten sposób jest nam możliwe przedstawienie dowodu na to, że biedni pacjenci umierają właśnie z winy „uznanej oficjalnie terapii” stosowanej przez „lekarzy”, „specjalistów”, „autorytetów medycznych”, „renomowanych ekspertów” (którzy sami przyznają, że nie znają przyczyny choroby). To właśnie z powodu tej nieludzkości pacjenci umierają, ponieważ nie mając o niczym pojęcia (nie znają zależność GNM) przeżywają jeden konflikt po drugim. „Pan ma raka!” Od tego momentu człowiek ten zaczyna być człowiekiem „na krótki czas”! Co robić dalej? Co stanie się z moją rodziną, z moimi dziećmi, moją żoną? Jak powiem to innym? Co stanie się z moją hipoteką? Biedni pacjenci wpadają w głębokie czarne dziury! W rzeczywistości w większości wypadków ten „nieświadomy biedak” znajduje się w już fazie zdrowienia, która bez wywoływania paniki, najczęściej zakończyłaby się przeżyciem i wyzdrowieniem pacjenta (udowodniły to wyniki badań Marca Frechet’a, który w „Villejuif”-> dzielnica żydowska w Paryżu, pokazał na przykładzie pacjentów z którymi przez 9 lat pracował i z których 85% przeżyło). Ten zniewalający nas system, który nie ma ciepłego słowa dla tych biednych ludzi, osiąga z każdym naszym cierpieniem coraz większy zysk i na dodatek pokazuje nam jeszcze dumnie ten „wzrost” prawie codziennie we wiadomościach telewizyjnych: „…dzisiaj znowu zmarło 1500 z powodu złośliwych przerzutów” – co z reguły oznacza 1500 razy zwiększenie obrotu…

Czy odkrycie doktora Hamera nie powinno wywołać w świecie radosnego okrzyku: „Nareszcie, co za ulga!”

Wyobraźcie sobie: na ziemi nie ma niczego złośliwego, nie ma żadnych złych wirusów, czy przerzutów! Nawet tzw. rakotwórcze czynniki stanowią wielki znak zapytania, gdyż nie można tego jednoznacznie udowodnić. Poza tym nie możemy się nawet zarazić jakimiś zarazkami! Jak przyjemnie i radośnie wówczas by się żyło. Nareszcie przebudzilibyśmy się z tego koszmarnego snu, nareszcie zakończyłby się czas „zabobonów i tyranii”.
Dlaczego ta wieść nie jest rozpowszechniana w świecie, tylko się ją zwalcza? Dobrze wiecie dlaczego!
Zastraszony naród można łatwiej kontrolować a „cielaczki same szukają swoich rzeźników”.”